Klify półwyspu Jasmund

Drugiego dnia pobytu na Rugii postanawiamy z bliska obejrzeć największą, moim zdaniem, atrakcję wyspy – kredowe klify na półwyspie Jasmund. Park Narodowy Jasmund jest najmniejszym z niemieckich parków narodowych, ale skrywa w sobie niesamowicie urokliwe miejsca. Na odcinku 11 kilometrów nad brzegiem morza wznoszą się kredowe klify osiągające wysokość do 118 m. n p.m. Większość turystów odwiedza tylko centrum turystyczne Nationalpark-Zentrum Konnigsstuhl wraz pobliskim punktem widokowym Victoriasicht. Dziennie pojawia się tam nawet kilka tysięcy osób…

Założyłem, że ciekawiej będzie przespacerować się wzdłuż brzegu, niż tylko zerkać w dół z kilku przygotowanych platform widokowych. Rezygnujemy z rowerów i całą drogę zamierzamy przejść pieszo. Dzień zapowiada się ładnie, wyruszymy na szlak od południowej strony, tak by przedpołudniowe słońce oświetlało białe klify przed nami. W Sassnitz, podobnie jak w innych kurortach Rugii, nie ma zbyt wielu bezpłatnych parkingów. Mamy szczęście wypatrzyć przy głównej drodze ten jeden właściwy i bez ponoszenia dodatkowych kosztów ruszamy na plażę.

Początkowo teren przy morzu był idealnie przystrzyżonym trawnikiem, za to gdy wyszliśmy poza miasto stał się już bardziej dziki; idziemy po kamieniach, śliskich zboczach pierwszych klifów i przekraczamy liczne przewrócone drzewa. Każde leżące drzewo to dla Mikołaja wspinaczkowy plac zabaw, a dla mnie pretekst do wyjęcia aparatu, więc poruszamy się raczej powoli.

Brzeg morza stromo wznosi się w górę, zostawiając nam niewiele miejsca na przejście. Klify stopniowo stają się coraz wyższe i bardziej pionowe, wyglądają naprawdę imponująco. Jasny kolor skał wspaniale kontrastuje z zielenią roślinności ponad nimi i ciemnym morzem poniżej.

Idziemy po charakterystycznych, porowatych kamieniach o barwie od białej do ciemnoszarej. Okazało się, że są to bałtyckie krzemienie, z zewnątrz otoczone miękką, wapienną korą, w środku bardzo ciemne. Łatwo można je rozbijać i formować z nich wymyślne, ostre kształty. Dla Mikołaja – kolejny plac zabaw 🙂

Klify zbudowane są z kredy

Klify zbudowane są z kredy – miękkiej i lekkiej wapiennej skały osadowej. Powstała ona ze skorupek i pancerzy morskich organizmów żyjących przed 70 milionami lat. Kreda jest skałą porowatą i niezbyt zwięzłą, dlatego łatwo poddaje się procesom erozji. Widać, że klify są stopniowo podmywane przez morze, a drzewa nad nimi powoli tracą oparcie i osuwają się na plażę. Niektóre z drzew wiszą już koroną w dół i tylko czekają na większą burzę, by wraz z fragmentem podłoża spaść w dół. Chwilami widać było jak ze szlaku nad klifami wychylają się turyści. Mamy wrażenie, że spadną wraz z drzewami, o które się opierają.

Może to od nadmiaru słońca, ale myślę , że w tutejszym Bałtyku pływają zielone pieski rasy Yorkshire Terrier. Ktoś też tak to widzi?

Idąc wzdłuż brzegu często mijamy sporej wielkości głazy narzutowe omywane przez morskie fale. Niby nic nadzwyczajnego, ale kiedy pomyślimy skąd one się tu wzięły, to robi się trochę nieswojo. Otóż zapewne spadły z góry. Wysoko, w kredową ścianie klifu wklejone są ogromne, ważące zapewne po kilkaset kilogramów kamienie. Naturalnym więc jest, że wskutek erozji klifu, każdy z nich kiedyś spadnie na plażę. Odruchowo odsuwamy się dalej od białej ściany.

Opisując spacer pod klifami nie można pominąć jednej sprawy – zapachu. Niektóre fragmenty plaży pokryte są grubą warstwą wyrzuconych na brzeg brunatnic. Nie wygląda to ładnie, a pachnie jeszcze gorzej. Morszczyn pęcherzykowaty rozkładając się na plaży daje po prostu intensywny aromat gnojówki…

Königsstuhl

Idąc wzdłuż brzegu mijamy trzy miejsca, w których można wejść na szczyt klifów. Ciągi drewnianych schodów pozwalają dostać się do porastającego klify bukowego lasu. Dochodzimy do najwyższego klifu na Rugii tzw. Królewskiego Tronu (Königsstuhl) i chcemy wejść na górę, gdy okazuje się, że najniższy odcinek schodów jest zawalony i droga jest zamknięta. Kolejne wejście znajduje się 3 km dalej, a pogoda zaczyna się psuć. Nie mam pewności czy Mikołaj przyjdzie pieszo ponad 22 km, uznajemy więc, że musimy ten zawalony fragment jakoś pokonać. Okazuje się, że poza pierwszym odcinkiem trasa jest w dobrym stanie i bez większych problemów pokonujemy te 100 metrów w pionie. Pewnym szokiem jest za to wyjście z niemal bezludnego brzegu morza na szlak absolutnie zapełniony turystami. To bliskość pięknej skały Königsstuhl, punktu widokowego Victoriasicht oraz centrum turystycznego przyciąga takie rzesze ludzi. Rocznie odwiedza to miejsce ponad 300 tys. turystów.

Dość powiedzieć, że aby spojrzeć na Królewski Tron z punktu widokowego Victoriasicht stoję w kolejce niemal 10 minut. Widok jest ładny, zwłaszcza klify poniżej  – tzw. Kleine Stubbenkammer,  ciekawie się prezentują, jednak presja turystów stojących za moimi plecami jest bardzo odczuwalna.

Na szczęście, kiedy ruszamy szlakiem w drogę powrotną okazuje się, że cały tłum został za nami. Większość turystów porusza się tylko na linii parking – klif Königsstuhl. Możemy w spokoju wędrować przez stary bukowy las (wpisany na listę UNESCO), raz po raz zerkając na klify z kolejnych punktów widokowych. Warto dodać, że ta trasa do szybkich i łatwych też nie należy. Jest kręta, często musimy schodzić w dół, by po przekroczeniu strumienia znowu wdrapywać się do góry. Właśnie na półwyspie Jasmund znajduje się najwyższe wzniesienie Rugii – Piekberg (161 m n.p.m.). Na szczęście droga jest bardzo malownicza i spacer między wysokimi bukami jest bardzo przyjemny. Mikołajek nie narzeka i dzielnie dociera do auta, mimo że przeszedł ponad 17 km po niełatwym szlaku.

Podsumowując muszę stwierdzić, że spacer był bardzo atrakcyjny widokowo; chętnie bym go powtórzył, dla odmiany idąc odwrotnie: z Lohme w kierunku Sassnitz. Najładniejsze według mnie fragmenty klifów to te między Gakower Ufer a Kieler Ufer, czyli najbliższe Sassnitz. Jest tam bardzo urokliwie i nieomal nie ma turystów. Natomiast  z najbardziej popularnego rejonu Königsstuhl właściwie uciekaliśmy przed tłumem. Do punktów widokowych nie można było się dopchać, o spokojnym zrobieniu zdjęcia nawet nie wspomnę.

Rugia słynie ze szlaków rowerowych, ale do tych najładniejszych miejsc na klifach rowerem nie da się dojechać. Szlak rowerowy prowadzi wprawdzie od Sassnitz do Königsstuhl i dalej do Lohme, jednak większość tej trasy pokonuje się z dala od klifów. Zapewne szlak ten jest wśród rowerzystów bardzo popularny, ale osobiście zachęcałbym na ten jeden dzień do pieszego spaceru po plaży. Widoki będą ładniejsze, ich kontemplowanie spokojniejsze, kontakt z naturą na pewno bliższy.

Port w Sassnitz

Ponieważ do zachodu słońca mamy jeszcze ponad 2 godziny schodzimy do portu w Sassnitz. Odwiedzamy plac zabaw oraz restaurację na statku. Oglądamy jeszcze zacumowany niedaleko okręt podwodny HMS Otus, który w latach dziewięćdziesiątych został wycofany ze służby i przekształcony w muzeum. Obok widzimy statki wycieczkowe, które w ciągu dnia wielokrotnie pływały wzdłuż klifów prezentując je turystom z perspektywy morza.

Na następny dzień planujemy rowerową wycieczkę na przylądek Arkona.

2 thoughts on “Rugia: klify półwyspu Jasmund

  1. Wspaniałe zdjęcia! Uwielbiam klifowe wybrzeża – malowniczy pejzaż gwarantowany. Plac zabaw – dobrze nam znane z tegorocznych wakacji 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website