Dolinki Krakowskie

Dzieci wyjechały na wakacje, bierzemy jeden dzień urlopu i mamy trzy dni tylko dla siebie. Naturalnie nie zostaniemy w domu. Jeszcze trzy dni przed wyjazdem wpatrujemy się w prognozę pogody Windy  niczym w czarodziejską kulę. Niech jej magiczna moc wskaże nam dokąd ruszyć. No i pokazuje: na Zugspitze burze, na Gerlachu ulewy. Nawet większy promień poszukiwań nie poprawia prognozy: Marmolada z ciężkimi opadami, podobnie Triglav. Chyba żadnego szczytu nie zdobędziemy. Zmieniamy taktykę: to może na rower? Jest dobrze – po kilku dniach ulewnych deszczy na Śląsku i w Małopolsce ma wyjść słońce i od piątku będzie już tylko ładniej. Cel zostaje wybrany: Jura Krakowsko-Częstochowska, na początek Dolinki Krakowskie.

Będzie to nasz trzeci wypad w te rejony. Dotychczas zwiedzaliśmy Jurę pieszo, to znaczy w pionie i z liną (Mirów, Rzędkowice), lub w poziomie i z latarką (Jaskinia Berkowa). Zdarzyło się też uciekać przed Nazgulem i walczyć z orkami (Gród Birów). Teraz najzwyczajniej w świecie zamierzamy obejrzeć jurajskie skały i orle gniazda z perspektywy dwóch kółek. Przemieszczać będziemy się od Krakowa w kierunku Częstochowy. Na pierwszy dzień planujemy trasę obejmującą Dolinę Będkowską, Dolinę Kobylańską  i Dolinę Prądnika z Ojcowem i Pieskową Skałą.

Dolina Będkowska

Wyjeżdżamy z domu w deszczowej pogodzie, pada niemal do chwili, gdy dojeżdżamy na miejsce. Pierwszą noc spędzamy na polu namiotowym Brandysówki. Jesteśmy dość blisko Krakowa, w połowie dystansu do Olkusza. To turystycznie bardzo dobra lokalizacja – tuż pod piękną skałą Sokolicą, przy głównym szlaku Doliny Będkowskiej, niedaleko od udostępnionej dla turystów Jaskini Nietoperzowej. Rankiem jeszcze siąpi deszcz, ale powoli chmury odsłaniają widok na 70-metrową ścianę Sokolicy. To najwyższa skała na Jurze, od dziesięcioleci będącą areną zmagań kolejnych pokoleń wspinaczy. 

Dolina Kobylańska

Po niespiesznym śniadaniu składamy namiot i siadamy na rowery. W pierwszej części wycieczki poznamy bliżej Park Krajobrazowy „Dolinki Krakowskie”. Obejmuje on doliny: Będkowską, Kobylańską, Bolechowicką, Kluczwody, Szklarki, Racławki i Eliaszówki. Ruszamy na południe, sunąc przyjemnym asfaltem podziwiamy po lewej stronie skały Doliny Będkowskiej. Trzymając się czerwonego szlaku mijamy Kobylany i wjeżdżamy do Doliny Kobylańskiej. Wita nas tu przyjemna, szeroka łąka, nad którą wznosi się zwieńczona krzyżem skała – Żabi Koń.

Od Doliny Będkowskiej do Doliny Kobylańskiej jechaliśmy po asfalcie, teraz jedziemy wąską ścieżką poprowadzoną dnem doliny, kilkukrotnie przejeżdżając przez rzeczkę – Kobylankę. Daje nam się we znaki pogoda z ostatnich dni. Obfite deszcze uczyniły podłoże wyjątkowo śliskim i dla jednośladów wprost niebezpiecznym. Przy niewielkim choćby nachyleniu zbocza obciążony sakwami rower zbacza z zaplanowanego toru jazdy. Prawdziwym jednak wyzwaniem jest dla nas szlak wiodący z dna doliny ku Górom Karniowskim. Prowadzi przez las bardzo pięknym i stromym jarem. Teraz już korzenie i kamienie nie przeszkadzają nam w jeździe, dzięki nim odrobinę mniej ślizgamy się w błocie i powoli udaje nam się wyprowadzić rowery na mniej stromy teren za lasem.

Dolina Bolechowicka

Ponad Karniowicami wjeżdżamy na wzniesienie, by z góry podziwiać rezerwat Wąwóz Bolechowicki. To bardzo sympatyczny punkt widokowy, gdyż tuż obok rośnie ekologiczna jabłoń 🙂 Po dłuższej chwili zjeżdżamy i docieramy do Bramy Bolechowickiej – układu dwóch 30-metrowych skał wapiennych zamykających wylot Doliny Bolechowickiej. 

Za Bolechowicami kierujemy się na Dolinę Kluczwody. Aby przejść ją całą należy iść pieszo, szlak jest stromy, śliski, pełen korzeni i kamieni. Omijamy więc tę dolinkę i asfaltową drogą docieramy do Białego Kościoła. Stąd czeka nas sympatyczny zjazd do dna Doliny Prądnika w Ojcowskim Parku Narodowym.

Ojcowski Park Narodowy

Przez cały Ojcowski Park Narodowy prowadzi wygodna, niemal płaska asfaltowa szosa. To przemiła odmiana po niekończących się podjazdach, jakie musieliśmy pokonać dotychczas. Bardzo malownicze tereny budują wyjątkowo sielską atmosferę. Przy odejściu szlaku zielonego w kierunku jaskiń Puchacza i Ciemnej robimy sobie przerwę. Zatrzymujemy się przy „budce” z fastfoodem, mimo że z zasady takich dań nie jadamy. Czeka nas tu spore zaskoczenie – pani oferuje przyrządzane na bieżąco ze świeżych składników, pyszne zapiekanki. Nakładając dużą porcję zieleniny, świeżo ścięte kiełki i własne kiszone ogórki opowiada, jak bardzo dba o to, by jej zapiekanki były smaczne i zdrowe. Do tego w weekendy oferuje własnoręcznie pieczone ciasta i domowe soki. W takich miejscach wraca wiara w ludzi, jak widać nie wszyscy stawiają na najtańsze składniki i gotowe mrożonki, nawet jeśli potencjalny klient skorzysta z tego jedzenia tylko raz w życiu 🙂

Wypoczęci docieramy do kolejnej skalnej bramy – tym razem to Brama Krakowska. Miejsce bardzo popularne i nic w tym dziwnego, jest po prostu urokliwe. Ciekawie wygląda także skała po drugiej stronie Prądnika – Rękawica.

Jadąc dalej Szlakiem Orlich Gniazd po lewej stronie mijamy ścieżkę do Jaskini Łokietka, po prawej podejście do Jaskini Ciemnej. Jednak jadąc rowerem zwiedzanie jest istotnie uboższe. Jedziemy wprost do Ojcowa, znanego z ruin zamku Kazimierza Wielkiego z XIV wieku. Właściwie została z niego wieża obronna, baszta bramna i resztki murów obronnych. Naszą uwagę zwróciła też stojąca nad Prądnikiem (dosłownie) drewniana kaplica. Ta wzniesiona w 1901 roku Kaplica „Na Wodzie”, swą lokalizacją dopasowuje się do carskiego zakazu budowania na ziemi ojcowskiej.

Z Ojcowa kierujemy się na Zamek Pieskowa Skała. Po drodze mijamy najsłynniejszą chyba skałę w Polsce –  Maczugę Herkulesa. Ten 25-metrowy symbol Ojcowskiego Parku Narodowego najlepiej prezentuje się jednak w godzinach porannych. Wchodzimy na zamek i w wieczornym świetle zachwycamy się jego renesansowymi zdobieniami i pięknym, geometrycznym ogrodem.

Dzień się kończy, pozostaje nam wrócić do Brandysówki. Docieramy tam tuż przed zmrokiem. Dużo frajdy dostarczył nam zwłaszcza ostatni odcinek, na którym kręta asfaltowa droga pozwoliła osiągnąć niezłą prędkość. Ten długi zjazd wynagradza nam wszystkie dzisiejsze trudy, takie jak pchanie rowerów w błocie czy wyjątkowo strome podjazdy pod górę. Dolinki Krakowskie mają swój niezaprzeczalny urok, warto je przemierzyć zarówno pieszo jak i rowerem.  Na kolejny dzień planujemy odwiedzić Pustynię Błędowską, Rabsztyn, Smoleń i Ogrodzieniec.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website