Kiedy w maju spędzaliśmy kilka dni na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, byliśmy bardzo zadowoleni. Piękne krajobrazy, możliwość wspinania się na skały, eksplorowania jaskiń i zwiedzania zamków to walory nie do przecenienia. Uważamy, że ten fragment Polski to świetne miejsce na spędzenie wolnych dni. Tam właśnie Mikołaj pojechał na obóz wspinaczkowy, a przy okazji odbierania go z Mirowa zamierzamy wyszukać kolejne atrakcje Jury i aktywnie spędzić ten weekend.

Jaskinia Sucha w Mirowie

Mikołaj, zapytany co było najciekawsze na obozie, w pierwszej kolejności wymienił przejście Jaskini Suchej. Był tym tak podekscytowany, że bardzo chciał wejść do niej ponownie. Wzięliśmy więc latarki i specjalnie wybrany ubiór (do wyrzucenia po wyjeździe) i wyruszyliśmy pod skały. Mirowską Grzędę, bo taką nazwę nosi 2-kilometrowe pasmo skał między Mirowem a Bobolicami, poznaliśmy już wcześniej wspinając się po skałach. Teraz zagłębimy się w labirynt kamiennych tuneli.

W jaskini przewodnikiem został Mikołaj. Do środka wchodzimy lewym wejściem (jednym z trzech otworów wejściowych) i kierujemy się niskim tunelem w prawo. Następnie możemy się wyprostować bo ściany osiągając nawet 5 metrów wysokości tworzą wysoki choć wąski korytarz. Przechodzimy do trzeciego wyjścia – położonego po przeciwnej stronie skały i dającego ładny widok na ludzi wspinających się poniżej. Decydujemy się też na zejście tunelem w głąb jaskini. Jest nisko i coraz bardziej stromo. Dno jaskini pokrywa śliska glina i nie mam pewności, że bez liny uda mi się wspiąć na górę, więc wycofujemy się. Mikołaj, w ramach obozu wspinaczkowego, opuścił się na linie w dół stromym tunelem, ma więc bogatsze wspomnienia z jej zwiedzania. Jaskinia nie posiada pięknej szaty naciekowej, ale samo przejście labiryntu w skale stanowi sporą atrakcję i warto było do niej wejść. Więcej informacji o jaskini można znaleźć tutaj. Z naszej perspektywy wyglądało to tak:

Wracając z jaskini podchodzimy do ruin mirowskiego zamku i przypominamy sobie o naszej wakacyjnej rozrywce: szukaniu “skarbów” schowanych przez innych uczestników gry terenowej Geocaching. W ten sposób znajdujemy motywację by wspiąć się na jedną z samotnych skałek w okolicy zamku. Wspinaczka była przyjemna, skrzyneczka znaleziona a widok piękny, więc zadowoleni wracamy do auta.

Jaskinia Berkowa w Podlesicach

Ponieważ Mikołaj na dobre poczuł się speleologiem to kolejnym naszym celem będzie Jaskinia Berkowa. To jaskinia, którą zachwalał nam poznany ostatnio na Jurze grotołaz a także rekomendował organizator mikołajowego obozu wspinaczkowego. Znajduje się w pobliżu Podlesic, przy szlaku na Górę Zborów, na wzgórzu Kołoczek.

Jaskinia tworzy kręty tunel, coraz bardziej obniżający się i zwężający. Posiada jedną większą salę, w której można się wyprostować, resztę drogi należy pokonać czołgając się. Za wejście wykorzystaliśmy otwór wschodni, od tej strony jaskinia jest szersza, w ten sposób stopniowo adaptowaliśmy się do warunków tam panujących. Przeszukaliśmy jaskinię w pogoni za następnym “skarbem” Geocachingu. Kolejny sukces 🙂 Natomiast przykrym zaskoczeniem było dla mnie natrafienie na kałużę zajmującą dno niskiego tunelu. Nie uszło mi to na sucho… Mikołaj czołgał się jako drugi, w tych niskich tunelach czuł się jak na placu zabaw i nieustannie mnie poganiał. Najchętniej bawiłby się tam w berka. Nie da się ukryć, było mu łatwiej. Jego szczupła budowa i niski wzrost były wielkim atutem w tej jaskini. Najtrudniejsze do przejścia były dwa bardzo wąskie zaciski zlokalizowane przed otworem zachodnim. Ten odcinek był naprawdę sporym obciążeniem dla psychiki. W skalnym uścisku coś w głowie żądało: “szybko, uciekaj”, trzeba było znaleźć w sobie rozsądek i spokój bo nerwowe ruchy mogłyby skończyć się zaklinowaniem w zacisku. Na samym końcu też nie było łatwo; musieliśmy wydostać się z wąskiej, pionowej szczeliny. Wyszliśmy po drugiej stronie skały oślepieni słońcem, ale szczęśliwi. To stanowczo jaskinia dla osób szczupłych, które nie znają pojęcia klaustrofobia. W węższych miejscach nie ma możliwości zawrócenia, nie wyobrażam sobie również wycofywania się. Warto pozostawić na zewnątrz jedną osobę aby w razie jakichkolwiek problemów mogła sprowadzić pomoc. Przejście jaskini jest bardzo emocjonujące, polecam! Nasze przejście wyglądało tak:

Plan i opis jaskini można znaleźć tutaj

Po przejściu jaskini obeszliśmy dookoła skały nad szczeliną i z radością rozpoznałem jedną z nich jako Brzuszki Buddy – nasz kolejny punkt programu na dziś. Na skale wytyczono kilka prostych dróg o trudności od III do VI.1 a do stanowisk można było dostać się również od tyłu. To było idealne dla nas miejsce: trudniejsze drogi Mikołaj pokonał “na wędkę”, łatwiejsze – z dolną asekuracją. Nazwy dróg były adekwatne do ich trudności. Mikołaj szedł po m.in.: Myszka Miki i Przyjaciele, Reksio, Bolek i Lolek, Miś Uszatek :). Topo dostępne jest tutaj. Pod skałą spotkaliśmy grupę sympatycznych wspinaczy, byli tak mili, że udostępnili Mikołajowi swą zawieszoną linę a nawet pomogli w asekuracji. Mikołaj za to użyczył swoją uprząż aby jego rówieśniczka też mogła się powspinać.

Zabawy na ścianie trwały do godziny dwudziestej, kiedy to zmęczeni ale zadowoleni udaliśmy się na kemping w Rzędkowicach. Po kolacji  korzystamy z tradycyjnie zimnego prysznica i planujemy dzień następny. Mikołajowi tak się spodobało wyszukiwanie skrzynek, że jutro też chcemy pobawić się w geocaching.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website