Po przylocie do Izraela jedziemy autobusem 282 z Ovdy do Ejlatu. Wysiadamy na przystanku Migdalor Beach, bo właśnie stąd zamierzamy wyruszyć na pierwszą wycieczkę w góry Ejlat. Chcemy wejść na Mt Tzafachot i z wierzchołka obejrzeć panoramę okolicznych szczytów. Mimo, że szczyt ma wysokość zaledwie 278 m n.p.m. to stanowi najwyższy punkt południowej części gór Ejlat i jest doskonałym punktem widokowym na okolicę. Zakładamy, że ta krótka 2-godzinna wycieczka będzie dobrym sposobem na przywyknięcie do tutejszych upałów, wszak wylatując z Polski mieliśmy 15 stopni mrozu.

Ruszamy w góry Ejlat

Szlak rozpoczyna się na drodze tuż przy Diver’s Village. Znakowany jest na czarno, w formie trzech poziomych pasów: białego, czarnego i znów białego, tzn. zupełnie jak w polskich górach. I podobnie jak u nas oznakowanie jest gęste, nie pozostawia dylematu dokąd iść. Prowadzi między pierwszymi wzniesieniami i ukrytymi za nimi namiotami. Po wyglądzie tych ostatnich zgadujemy, że nie postawili ich turyści. Są obudowane opłotkami, suszy się wokół nich pranie. Najwyraźniej pełnią funkcję stałego noclegu.

Jest już po godzinie piętnastej i upał przestaje być męczący. Mimo to idziemy powoli, bo plecaki wypakowane są po brzegi i swoje ważą. Szlak prowadzi nas po skałach pomiędzy stromymi ścianami sąsiednich wzgórz. Miejscami musimy pomagać sobie rękoma, by wspiąć się po bardziej pionowych fragmentach trasy. Po godzinie marszu dochodzimy do skrzyżowania z zielonym szlakiem i skręcając w lewo wkrótce wchodzimy na szczyt Mt Tzafachot.

Wierzchołek góruje nad sąsiednimi szczytami i pozwala sięgnąć wzrokiem do Egiptu, przez Morze Czerwone do Jordanii a także oczywiście na północ i zachód – na dalsze rejony pustyni Negew. Zaskakuje nas ilość chmur, mała przejrzystość powietrza i słabo widoczne dalsze plany panoramy. Właśnie zapada zmrok, więc szybko schodzimy zielonym szlakiem (który pokrywa się z ostatnim fragmentem Izraelskiego Szlaku Narodowego) do szosy nad morzem. Ostatni kwadrans idziemy już zupełnie po ciemku. Na szczęście skalisty i stromy jest tylko górny odcinek szlaku, niżej idziemy szeroką i łagodnie nachyloną ścieżką. Cała wycieczka zajmuje nam ponad dwie godziny. Czując pewien niedosyt ładnych widoków na góry Ejlat planuję przed świtem wejść tu ponownie.

Noc spędzamy na plaży Migdalor, rozbijanie na niej namiotów jest dozwolone i bardzo popularne. Poznaliśmy tu Polaków, którzy opowiedzieli nam ciekawą historię. Fantazja podpowiedziała im, by noc spędzić na jednym z pobliskich szczytów. Weszli na górę i rozłożyli obozowisko. Nie dotrwali jednak w spokoju do świtu. W środku nocy odszukał ich uzbrojony izraelski patrol. Ponoć nadzwyczaj ładne żołnierki były nieustępliwe. Żądały paszportów, a nie otrzymawszy ich – dostępu do prywatnego facebooka, aby zweryfikować tożsamość turystów i ostatecznie sprowadziły ich pod bronią na dół. Tak stanowczo pilnowany jest zakaz chodzenia nocą po pustyni. To w końcu jest teren przygraniczny. 

Poranek na Mt Tzafachot

Wpół do piątej rano, po ciemku, wyruszam znowu na Mt Tzafachot. Wybieram zielony szlak, wygodniejszy, ten którym wczoraj po zmroku wracaliśmy. Po pięćdziesięciu minutach fotografuję już ze szczytu zatokę otoczoną światłem miast: Ejlatu w Izraelu i Aqaby w Jordanii. Słońce, zanim wzniesie się ponad jordańskie szczyty koloruje chmury unoszące się nad zatoką. 

W trakcie spokojnego kontemplowania krajobrazu nagle słyszę strzały. Odległe, ale brzmiące jednoznacznie. Dźwięki dochodzą od strony morza. Wkrótce dociera też do mnie głos komend wzmacnianych głośnikami. Orientuję się, że to okręt wojskowy patrolujący wybrzeże zbliża się do mniejszej łodzi i ciągle burzy poranną ciszę donośnymi rozkazami. Nie wiem czy to jakieś ćwiczenia, czy zawodowa codzienność dla żołnierzy patrolujących granicę.

Uspokaja mnie dopiero widok grupy kilku spokojnie wchodzących na szczyt Izraelczyków. Nawet nie patrzą w kierunku łodzi na zatoce. Idą z wielkimi plecakami, najwyraźniej właśnie dziś zaczęli wędrówkę Izraelskim Szlakiem Narodowym na północ. O tej porze roku to jedyny rozsądny kierunek. W marcu na północy Izraela jest jeszcze dość zimno. Ale za kilka tygodni będzie optymalnie. Za to wtedy upały na południu kraju będą już bardzo dokuczliwe.

Wkrótce cała okolica zalana jest porannym, miękkim światłem. Mimo, że godzina jest wczesna, na szczycie Mt Tzafachot robi się ciepło i przyjemnie. Na takie właśnie warunki na pustyni Negew liczyłem. 

Rozglądam się wokół i staram się dopasować słowo „pustynia” do tego co mam przed oczami. Muszę zrewidować swoje wyobrażenie na temat obszarów pustynnych. Negew, będąc pustynią wyżynną, ma niewiele wspólnego z monotonnym pustkowiem. Jest kolorowa, poszczególne jej połacie przyjmują barwy od białej, przez szarą, żółtą, zieloną, brunatną do czarnej. Punktowo można wypatrzyć też barwy niebieskie, fioletowe lub czerwono-pomarańczowe. Ukształtowanie terenu jest typowo górskie. Większość terenu jest łagodnie pofałdowana, ale są i wzniesienia bardziej strome, kojarzące się z tatrzańskimi szczytami. Cały rejon jest widocznie suchy, za to poorany licznymi wąwozami, w przeszłości wyrytymi przez rwące rzeki. To właśnie w wąwozach poukrywały się najciekawsze formacje skalne i to one były największym magnesem, który nas do Izraela przyciągnął.

Jeszcze chwilę spaceruję poza szlakiem po okolicznych szczytach, po czym decyduję się wrócić na plażę czarnym szlakiem, moim zdaniem nieco ciekawszym, niż zielony.

Schodząc, wspominam poranne wędrówki po górach Chorwacji. Jakie to wspaniałe uczucie wejść na szczyt, zanim zrobi się upalnie, nacieszyć oko pięknymi widokami, by potem zejść ze szlaku wprost na plażę i schłodzić się w morzu. Rewelacja. Polecam. Jak tylko dotrę do plaży zamierzam wykąpać się w Morzu Czerwonym. 

Rafa koralowa 

Przed dziewiątą jestem już na plaży, zadowolony i gotowy, by z bliska przyjrzeć się najbardziej znanej atrakcji Ejlatu – rafie koralowej. Praktycznie tuż przy naszym namiocie możemy wejść do wody i już po  paru metrach mamy przed sobą rafę koralową. Nie trzeba wcale głęboko nurkować. Wystarczy zanurzyć w wodzie głowę, aby zobaczyć oryginalne kształty koralowców i różnokolorowe ryby. Nam wystarczył prosty snorkeling, jeśli ktoś chce zobaczyć nieco ładniejsze okazy powinien odwiedzić położony w pobliżu Underwater Observatory Marine Park.

Księżyc jak na dłoni  

Jeszcze nie przywykliśmy do tego, że po ciepłym i słonecznym dniu tak szybko zapada zmrok. Kolację jemy już po ciemku. Jednak nawet noc jest tu jakby piękniejsza. Księżyc zdaje się być ogromny, świetlisty i pokazuje wszystkie swoje detale.

Mt Tzafachot to najbliższy z plaży przy Ejlacie szczyt, z którego można obejrzeć szeroki widok na góry Ejlat. To idealny cel na krótką wycieczkę dla osób spędzających czas na pobliskiej plaży. Polecam nawet tym, którzy niespecjalnie lubią wysiłek. Trasa jest łatwa, a widoki miłe dla oka.

Jutro zamierzamy wynająć samochód i i wyruszyć na wycieczkę po pustyni Negew, aby zobaczyć Amram Pillars, Shehoret Canyon i Lost Canyon

 


Podobne wpisy:

 

To już koniec wpisu! Podobał Ci się? Polub nas! Poleć znajomym! Skomentuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website