Alpy Berneńskie

Nasz trekking przez ośnieżone Alpy Berneńskie trwa w najlepsze. Pierwszym etapem wyprawy na Finsteraarhorn było przejście lodowca Oberaargletscher i dojście do schroniska Oberaarjochhütte. Drugim etapem będzie dotarcie do zimowego schronu Finsteraarhornhütte z którego zaatakujemy szczyt.

Oberaarjoch

Wstajemy z łóżek schroniska Oberaarjochhütte o szóstej rano, około ósmej jesteśmy już związani liną i zaczynamy schodzenie z przełęczy Oberaarjoch (3212 m n.p.m.) na lodowiec Studergletscher.

Aby dojść do schroniska Finsteraarhornhütte można wybrać jedną z dwóch tras. Okrężna, wiodąca cały czas po lodowcu jest szybsza, ale dłuższa. Krótsza, wiodąca przez przełęcz Gemschlicke jest ładniejsza widokowo, ale trudniejsza technicznie. Wybieramy tę drugą, idziemy przez lodowiec kierując się na ładną piramidę Finsteraarrothorn (3530 m n.p.m.).

Omijamy widoczne szczeliny i w dobrym tempie schodzimy na płaski fragment lodowca, na wysokość ok 3100 m n.p.m. Nieco wolniej nam idzie podchodzenie pod przełęcz Gemschlicke (3335 m n.p.m.). Tu już mamy więcej krążenia między szczelinami. Niektóre z nich robią na nas duże wrażenie. Z oddali widoczne są jako cienka kreska na śniegu, z bliska dopiero widzimy jak obszerne komory kryją się pod warstwą stwardniałego śniegu.

Po drodze podziwiamy jak w pełnym słońcu wyglądają dwa nasze cele: wczorajszy – Oberaarhorn i jutrzejszy – Finsteraarhorn.

Gemschlicke

Przełęcz Gemschlicke (3335 m n.p.m.) osiągamy około jedenastej. Nasze zadowolenie z dobrego tempa marszu niknie w chwili, gdy patrzymy na trasę zejścia z przełęczy. Z drugiej strony jest naprawdę stromo. Nawet nie wiemy, którędy dokładnie próbować zejść. Tymczasem podziwiamy widoczny z przełęczy lodowiec Fieschergletscher i wznoszące się nad nim Gross Wannenhorn (3905 m n.p.m.) i Gross Grünhorn (4044 m n.p.m.)

Ostrożnie zaczynamy schodzenie. Idziemy najpierw po stromym, ośnieżonym zboczu. Następnie posuwamy się w dół po bardzo luźnym piarżysku. Mam wrażenie, że w każdej chwili możemy strącić lawinę kamieni. Dochodzimy do miejsca, z którego nie widzimy bezpiecznej drogi. Łukasz kieruje się na prawo i chociaż tracę go z oczu, stopniowo wybiera nadmiar liny, aż osiąga bezpieczne miejsce. Jestem następny do zejścia stromym żlebem. Wspinaczka jest dość niewygodna. Skała jest krucha i trudno znaleźć stabilny chwyt. Nie wspomnę nawet o dobrym miejscu na solidne stanowisko.

Ostatecznie tracąc dwie godziny pokonujemy najbardziej stromy fragment zejścia (400m) i odpinamy raki, stuptuty i linę. Teraz musimy ostrożnie zejść po luźnych głazach, aż do lodowca. To też nie idzie szybko, ale jednak nachylenie terenu jest dużo bardziej akceptowalne.

Fieschergletscher

Po zejściu do lodowca (na wysokość ok. 2830 m n.p.m.) robimy sobie dłuższą przerwę. Ogrzewamy się w promieniach słońca i dajemy kolanom odpocząć. Długi na 15 km Fieschergletscher to drugi najdłuższy lodowiec w Alpach. Wraz z otaczającymi go grzbietami górskimi należy do rezerwatu Szwajcarskie Alpy Jungfrau-Aletsch, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Poza schroniskami nie widzimy żadnych przykładów wpływu człowieka na ten rejon. I to jest piękne.

Alpy Berneńskie mają też swoją drugą twarz – bardziej medialną i skomercjalizowaną. Do tego pasma należą tak sławne góry jak Jungfrau i Eiger, o których napisano wiele książek i nakręcono wiele filmów. Te szczyty od dawna przyciągały zarówno wspinaczy jak i zwykłych turystów. Dla tych drugich zbudowano najwyższą w Europie kolej zębatą, docierającą na wysokość 3454 m n.p.m. I dla nich postawiono tam hotele, sklepy restauracje… W sezonie na lodowcu są tłumy turystów. Jak to dobrze, że najwyższy szczyt Alp Berneńskich i największe lodowce są bardziej oddalone od cywilizacji i objęte rezerwatem.

Marsz wzdłuż lodowca Fieschergletscher jest dość wygodny. Niemal nie zapadamy się w śniegu. Wygląda to tak, jakby bieżące opady były szybko topione przez całodzienne nasłonecznienie, a woda wnikała w szczeliny i w nich zamarzała. Mam wrażenie, że idziemy cały czas po bardzo stabilnej warstwie lodu.

Początkowo idziemy wzdłuż moreny bocznej, później bardziej środkiem lodowca. Rzuca się w oczy, że lodowiec niesie ze sobą mnóstwo wszelkiego materiału skalnego. Przez cały czas mijamy liczne głazy niesione przez lód. Jeśli wierzyć naukowcom, w ciągu naszego tygodniowego pobytu w tym rejonie te masy lodu przesuną się o około jeden metr.

Finsteraarhornhütte

Po godzinie marszu dostrzegamy na skalnym zboczu schronisko Finsteraarhornhütte (3048 m n.p.m.). Dłuższą chwilę szukamy drogi dojścia do niego. Dopiero obejrzenie zbliżeń zdjęć wykonanych przez teleobiektyw pozwala zlokalizować początek ferraty prowadzącej do schronu. Sama wspinaczka po skale ubezpieczonej łańcuchami przypomina chodzenie po tatrzańskiej Orlej Perci.

Szlakiem dochodzimy wprost do zimowego schronu – drewnianej chaty wyposażonej w piętrowe prycze dla 10 osób, stół i piecyk. Przed schronem znajduje się duża platforma dla śmigłowców. Powyżej wznosi się wielki budynek (dla ponad 100 gości) właściwego schroniska Finsteraarhornhütte. Ośnieżony szczyt ponad schroniskiem to Finsteraarhorn.

Oto Alpy Berneńskie – panorama 360° wykonana z platformy tuż przed chwilą, gdy słońce schowa się za przełęczą Grünhornlücke (3279 m n.p.m.). 

Przed zaśnięciem wychodzę jeszcze przed schron, by obejrzeć niebo pełne gwiazd. Troszkę przeszkadzają chmury, troszkę wiatr ale i tak jest pięknie.

Kolejnego dnia zamierzamy zaatakować szczyt. Planujemy wstać przed szóstą, aby około południa wejść na Finsteraarhorn i obejrzeć Alpy Berneńskie z ich najwyższego punktu.


Podobne wpisy:

To już koniec wpisu! Podobał Ci się? Polub nas! Poleć znajomym! Skomentuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website