Traunsee

Trzeciego dnia rowerowej wyprawy po austriackiej krainie Salzkammergut za cel bierzemy jezioro Traunsee. Słynie ono z pięknych zabytków nad brzegiem i potężnych gór po drugiej stronie jeziora. Autem podjedziemy do Ebensee i stamtąd już na dwóch kółkach pokonamy 45 km wzdłuż jeziora Traunsee.

Ebensee – punkt startu

Zaczynamy dzień ze sporym opóźnieniem. Poranny deszcz trwa od nocy do godziny dziesiątej. Gdy w końcu chmury się podnoszą pakujemy rowery na auto i przejeżdżamy 36 km nad jezioro Traunsee. Samochód zostawiamy na prawym brzegu rzeki Traun, na dużym parkingu przed marketem. Wjeżdżamy na most i od razu jesteśmy na ścieżce rowerowej. Już z wysokości mostu otwierają się przed nami ładne widoki. Po chwili dojeżdżamy do brzegu jeziora Traunsee i już pierwszy rzut oka na okolice upewnia nas, że dotarliśmy w bardzo malowniczy rejon. Z punktu widokowego można podziwiać pobliską marinę i góry leżące po drugiej stronie jeziora: Spitzlstein, Hochlindach i Traunkirchner Kogel. Od tego miejsca jedziemy już trasą oznakowaną jako R2 Salzkammergutradweg.

Wiatr szybko przesuwa po niebie ciemne chmury, zaczyna padać. Nie jest to żadna wielka ulewa, ledwie deszczyk, zakładamy, że wkrótce pogoda się poprawi. Mamy rację tylko częściowo. Przestaje padać, jednak zachmurzenie utrzyma się jeszcze przez jakiś czas. My tymczasem jedziemy brzegiem jeziora, podczas gdy szosa samochodowa prowadzi w tunelu pod górami. Widoki są piękne; skały stromo opadają do wody, po toni jeziora suną żaglówki, a w oddali dostrzegamy na górzystym półwyspie biały budynek kaplicy w Traunkirchen.

Biały kościółek w Traunkirchen

Po 6 km od Ebensee dojeżdżamy do Traunkirchen. Stajemy przy malutkiej przystani, tuż przy wzgórzu z charakterystyczną, białą kaplicą. Pieszo podchodzę do Johannesberg Kapelle, skąd otwiera się widok na pobliski kościół farny wraz z otaczającym go cmentarzem.

Przyzwyczajony do polskich kamiennych nagrobków z zainteresowaniem oglądam ozdobne kute krzyże stojące nad grobami wokół kościoła. Z nadbrzeża ciekawie prezentuje się leżąca po drugiej stronie jeziora skalista ściana Traunkirchner Kogel (1575 m n.p.m.)

Przyjemną jazdę wygodną ścieżką rowerową przerywa nam natrętny dźwięk z policyjnego radiowozu jadącego tuż obok nas. Obracam się i z wielkim zaskoczeniem stwierdzam, że policjanci właśnie wobec nas mają jakieś obiekcje. Okazało się, że zauważyli, jak Mikołaj jedzie rowerem bez trzymania kierownicy i postanowili go, naturalnie – po niemiecku, pouczyć. I pomyśleć, że sam uczyłem Mikołaja takich nielegalnych praktyk… Tymczasem cieszymy się, że obyło się bez mandatu i łatwo znajdujemy szereg różnic między pracą policjantów w Polsce i w Austrii.

Zamek na wodzie – Seeschloss Ort

Po kolejnych 7 kilometrach dojeżdżamy do miejscowości Altmunster. Pomiędzy nią a największym miastem nad Traunsee – Gmunden, znajduje się półwysep, na który koniecznie chcemy wjechać. Przyciąga nas tam Seeschloss Ort – zamek malowniczo umiejscowiony na maleńkiej wyspie. Tak małej, że zamek zajmuje całą jej powierzchnię. Warto wejść przez bramę na dziedziniec zamkowy. Arkadowe krużganki i wysokie, białe kominy nadają zamkowi bajkowy klimat. Od początku naszej wycieczki przejechaliśmy 17 kilometrów i w międzyczasie pogoda się poprawiła, chmury rozsunęły i wyszło przyjemne słońce. Jest przepięknie.

Schloss Ort nad jeziorem Traunsee

Cały północny kraniec jeziora Traunsee otacza miejscowość Gmunden. Przyjemnie się jedzie po ładnym nadbrzeżu, tuż obok mijamy eleganckie budowle, zielone skwery, szerokie, brukowane place, tory tramwajowe. Przy nadbrzeżu cumuje właśnie parostatek Gisela. Mamy wrażenie, że jesteśmy w starym centrum dużego miasta. Tymczasem Gmunden ma zaledwie 13 tysięcy mieszkańców. Obiecujemy sobie, że wracając zatrzymamy się tutaj na lody.

Traunstein kusi via ferratą

Przejeżdżamy przez most nad rzeką Traun i powoli opuszczamy miasto. Zaczynamy kierować się na południe jadąc między brzegiem Traunsee i wzgórzem Grunberg. To co przyciąga nasz wzrok, to potężna skalna ściana góry Traunstein (1691 m n.p.m.) Samo patrzenie na ten szczyt cieszy oko, jednak świadomość, że na wierzchołek prowadzi via ferrata budzi dodatkowo chęć powrotu tutaj z odpowiednim sprzętem do asekuracji. Wejście nie jest trudne (A/B), trwa około 3 godzin i daje wspaniałe widoki na jezioro i okolice. Jest już 16:30, więc mimo niezaprzeczalnego uroku Traunstein musimy znowu wsiadać na rowery.

Niestety, nie ma możliwości, by rowerem objechać jezioro Traunsee dookoła. Strome zbocza gór opadają wprost do wody i zmuszają rowerzystów do zawrócenia. Po 23 kilometrach od punktu startu zmieniamy kierunek jazdy i ruszamy ku Gmunden. Tu dzieci mają obiecany odpoczynek i lody.

Traunsee – zdążymy popływać

Kolejny przystanek robimy w miejscowości Altmunster. Wjeżdżamy rowerami na ładną, trawiastą plażę miejską. Korzystamy z kąpieli w dość chłodnej wodzie, a potem podglądamy wyjątkowo niepłochliwą łabędzią rodzinę.

Podczas zabawy czas mija szybko i powoli zaczynam się martwić, czy zdążymy przed zmrokiem dotrzeć do auta. Ruszamy w powrotną drogę do Ebensee. Zbierają się chmury, robi się szarawo, nie zatrzymujemy się już po drodze ani razu. Okazuje się, że podczas tego dnia przejechaliśmy na rowerze nieco ponad 45 km. Gdy dojeżdżamy na parking zaczyna padać. Czyli mamy następny już dzień, który zaczął się od deszczu, kończy na deszczu, a my i tak zdążyliśmy z przyjemnością obejrzeć kolejny piękny kawałek Austrii.

Polecamy wszystkim tę lekką i przyjemną wycieczkę. Trasa nie ma stromych fragmentów, w ogromnej większości wiedzie dobrą nawierzchnią w bezpiecznej odległości od szosy, a podczas jazdy odwiedza się liczne atrakcje. Warto zobaczyć ten fragment Austrii. Na jutro mamy w planach kontynuację rowerowego zwiedzania krainy Salzkammergut: objedziemy południową część jeziora Wolfgangsee.

 


Podobne wpisy:

 

To już koniec wpisu! Podobał Ci się? Polub nas! Poleć znajomym! Skomentuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website