Po trzech dniach chodzenia po Alpach Zillertalskich dzieci chciałyby trochę odpocząć. To dobry pomysł, zwłaszcza, że  jest bardzo gorąco. Magda i dzieci zostają na Camping Aufenfeld, gdzie korzystają z jego licznych atrakcji takich jak plaża, basen i plac zabaw. Ja w tym czasie wybieram się nad zalew Schlegeis, skąd pójdę do schroniska Olpererhutte, na przełęcz Friesenbergscharte (2912 m n.p.m.) i na szczyt Peterskopfl (2679 m n.p.m.).

Olpererhutte

Ruszam z parkingu wąskim, leśnym szlakiem numer 502. Nagle słyszę donośny warkot śmigłowca. Zaniepokojony rozglądam się, wypatrując gdzie i komu śmigłowiec przybędzie z pomocą. W mojej świadomości helikopter w górach oznacza czyjś wypadek. Na szczęście jestem w dużym błędzie. Okazało się, że śmigłowiec transportuje towary do schroniska Olpererhutte. Podchodząc w jego kierunku widzę helikopter wielokrotnie. Gdy wychodzę ponad linię drzew otwierają się przede mną szerokie widoki na zalew Schlegeisspeicher.

Przekraczam strumień spływający w dół stromymi kaskadami i wypatruję schroniska. Postawiono je na samym skraju zbocza, wygląda jakby w każdej chwili mogło się zsunąć do zalewu.

Po niecałych dwóch godzinach docieram do budynku schroniska. Taras widokowy zachęca do skorzystania z restauracji, ja tymczasem idę nieco wyżej szukając lepszej perspektywy.

Do Olpererhutte ciągle przychodzą kolejni turyści. To najwyraźniej bardzo popularne miejsce. Faktycznie panorama jest stąd niesamowita. Pięknie widać łańcuch szczytów otaczających Schlegeisspeicher, wiele z nich ma wysokość przekraczającą 3000 m n.p.m., wznoszą się więc 1200-1500 metrów ponad taflą wody. W oddali rzucają się w oczy wielkie połacie śniegu. To lodowce: Furtschaglkees poniżej Grosser Moseler (3480 m n.p.m.) i Schlegeiskees pod Hocher Weisszint (3371 m n.p.m.). Mogę stąd wypatrzeć większość wczorajszej drogi do Furtschaglhaus.

Po krótkim odpoczynku wyruszam w dalszą drogę ku schronisku Friesenberghaus. Idę więc szlakiem będącym kolejnym etapem Berliner Höhenweg. Zaraz za Olpererhutte zatrzymuję się zdziwiony. Szlak prowadzi przez most zawieszony nad rzeką. Jest to most, jakim jeszcze w Alpach nie szedłem. Prawdziwy wiszący most, który faktycznie mocno się buja przy jego przechodzeniu. Niniejszym, mimo że krótki, jest wielce atrakcyjny dla turystów. Każdy robi sobie na nim zdjęcia i kręci filmy. Ponieważ kolejni turyści nie chcą przeszkadzać wcześniej przybyłym, tworzy się kolejka do wejścia na most. Trudno się dziwić, miejsce jest bardzo malownicze.

Dalsza trasa to mozolny trawers po zboczach Gefrorene-Wand-Spitzen (3250 m n.p.m.). Szlak jest ładnie poprowadzony przez wielkie rumowiska skalne. Kiedy wpatruję się w szczyt Gefrorene-Wand-Spitzen dostrzegam kursującą na tę górę kolejkę linową. To trzeci etap kolejki Gletcherbus startującej z Hintertux. Za plecami odsłania się widok na tamę zalewu Schlegeis. 

O ile przy Olpererhutte było wielu turystów, to na tym szlaku pomiędzy schroniskami ludzi mijam bardzo rzadko. Chyba już więcej dzisiaj widziałem świstaków.

Po niecałych dwóch godzinach od wyjścia z Olpererhutte dostrzegam schronisko Friesenberghaus. Położone jest obok ładnego w kształcie stawu Friesenbergsee, ponad nimi wznosi się potężny Hoher Riffler (3231 m n.p.m.). Do tego schroniska zamierzam dojść późnym popołudniem, przy rozstaju dróg kieruję się w górę, ku przełęczy Friesenbergscharte (2912 m n.p.m.)

Friesenbergscharte

Podejście pod przełęcz zostało ubezpieczone stalową liną. Kiedy wspinam się w górę napotykam na rodzinę z dziećmi, która schodzi w dół korzystając z pełnego sprzętu do via ferraty. Nie uważam tej ferraty za trudną, używam liny jak łańcucha na Orlej Perci.

Wszedłszy na przełęcz z ciekawością wyglądam na drugą stronę. Niestety widok mnie nie zachwyca. Wręcz odwrotnie, ze smutkiem patrzę na krajobraz podporządkowany zimowemu zarabianiu pieniędzy. W polu widzenia dominują filary wyciągów narciarskich i goła skała wystająca spod topniejącego śniegu. Ładniej prezentują się niższe, zielone partie gór.

Jeszcze przyjemniejszy dla oka jest widok po południowo-wschodniej stronie przełęczy. Tu w idealnej harmonii pozostają strome skały, zalesione góry, ośnieżone szczyty i oba zielono-turkusowe akweny.

Dochodzi godzina 16.30, a ja jeszcze mam w planach wejście na Peterskopfl (2679 m n.p.m.). Wniosek-muszę przyspieszyć. Szybko zbiegam wspierając się na stalowej linie i zatrzymuję się dopiero przy grupie ludzi blokującej szlak. Okazuje się, że to nadal ta sama rodzina próbuje bezpiecznie zejść do schroniska. Udaje się ich ominąć i mogę skierować się na szlak ku Peterskopfl . Widać, że nie jest zbyt często uczęszczany. Przez około pół godziny na przemian: skaczę po kamieniach i zapadam się w polach śnieżnych, by w końcu dotrzeć do łagodnej kopuły szczytowej.

Peterskopfl

Wygląd szczytu mnie nie zaskakuje, mimo, że jest stanowczo niecodzienny. Wypatrzone w internecie zdjęcie zachęciło mnie by tutaj dotrzeć. Wprawdzie chmury zasłaniając słońce zabierają sporo uroku temu miejscu ale i tak uważam, że warto było je odwiedzić. Z daleka szczyt wygląda jakby był naszpikowany igłami, przypomina kaktus. Ten specyficzny wygląd góry wynika z ogromnej ilości ustawionych na niej kamiennych wieżyczek i iglic skalnych. Wszedłszy na szczyt mam wrażenie, że szukam drogi w labiryncie menhirów dawnego cmentarzyska. Miejsce to ma niesamowity charakter i warto je zobaczyć.

Najwyższy czas, by ruszać w kierunku parkingu. Schodzę w kierunku stawu Friesenbergsee, niechcący płosząc po drodze liczne świstaki. Na szlaku nie ma już nikogo, schronisko Friesenberghaus wygląda jakby nie miało już żadnego klienta. Żegnają mnie za to tutejsze owce.

Zejście do parkingu zajmuje mi około dwóch godzin. Przyjemnym przerywnikiem w monotonnym marszu okazuje się spotkanie z trzema modelkami, które uparły się by mi pozować.

Ostatni etap wycieczki to zejście przez las do zalewu Schlegeisspeicher. Na szczęście i tutaj nie mogę narzekać na widoki. Doskonale widać stąd jak ogromną budowlą jest zapora. Na betonowej ścianie zapory zbudowano via ferratę. Droga ta nosi nazwę # Schlegeis 131 Klettersteig, jej trudność wyceniana jest na B, a w końcowym, alternatywnym fragmencie na C/D. Jej przejście zajmie niemal godzinę i w moim odczuciu jest ostatnią z ferrat, jaką warto przejść będąc w Zillertal.

Zanim wsiądę do auta schodzę jeszcze na chwilkę nad brzeg zalewu. Jest wieczór, zamiast słońca nad tonią wody świeci księżyc.

Szlak miał długość 17 km, zajął mi prawie 12 h. Szedłem bez pośpiechu zachwycając się widokami. Spacer uważam za godny polecenia dla każdego. Gdyby ktoś miał ochotę w tym rejonie zdobyć jakiś przyzwoity szczyt to idealny byłby Hoher Riffler (3231 m n.p.m.). Startując z parkingu przy zalewie, idąc wprost do schroniska Friesenberghaus i dalej bezpośrednio na szczyt zrobiłby ładną, wysoką, ale nadal jednodniową wycieczkę.

Nasza dobra pogoda najwyraźniej się kończy. Na kolejny dzień szykujemy się na ferraty w rejonie Mayrhofen.


Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website