Playa de Amadores

Po przejściu Barranco Hondo kierujemy się na plażę Amadores. Uważamy, że warto zachować równowagę między górskimi spacerami i tak zwanym plażowaniem. Wybieram dwie plaże na zasadzie kontrastu. Amadores to jedno z najpopularniejszych wśród turystów miejsc na wyspie, Tiritana to dzika plaża otoczona skałami, znana głównie wśród miejscowych.

Obie plaże zlokalizowane są na południowo-zachodnim wybrzeżu Gran Canarii. Zaczynamy od odwiedzenia plaży Amadores. Parkujemy bezpośrednio przy niej, na ogromnym, bezpłatnym parkingu. Plaża jest zbudowana (tak, to chyba dobre słowo) w kształcie łuku i osłonięta od oceanu falochronem. Dzięki temu nie ma zbyt wielkich fal i nawet dzieci mogą się w wodzie czuć bezpiecznie. Patrząc z góry na plażę widzimy ładny, złoty kolor piasku.

Plaża Amadores wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach reklamowych, piasek pięknie kontrastuje z lazurową tonią zatoki. Kiedy jednak siadamy na plaży, mam wrażenie, że to wcale nie piasek, a drobno utłuczone wapienne szczątki morskich stworzeń. Dzieciom to oczywiście nie przeszkadza, bawią się świetnie. Kiedy jednak idę popływać i próbuję nurkować ogarnia mnie rozczarowanie. W wodzie unosi się ten „piasek” i czyni ją kompletnie nieprzezroczystą. To ogromny kontrast wobec cudownie czystej wody na plaży Gui-Gui.

Cała plaża otoczona jest szeregiem barów i restauracji. Turyści mogą tu spędzić cały dzień i niczego im nie zabraknie. Jest dostępne każde jedzenie i picie, słońce i cień od parasola, piasek, leżaki i woda. Na dystansie 20 metrów wszystkiego pod dostatkiem. Idealny produkt turystyczny. Więc dlaczego mi się nie podoba? Bo nie mogę się oprzeć wrażeniu sztuczności. Nienaturalny piasek, mętna woda, wianuszek barów z każdą kuchnia świata, przyklejone do skał ogromne hotele i niezmierzony tłum, który potwierdza, że stworzono tu idealne warunki na wakacje. To nie dla mnie. Czekam, aż dzieciaki się wybawią i zachęcam rodzinę do zmiany plaży.

Playa de Tiritana

Kierujemy się na zachód i po 5 km stajemy na parkingu przy drodze. Plaża Tiritana to dzika plaża, nie ma do niej wygodnego zejścia. Najpierw trzeba przejść pod barierką oddzielającą wąwóz od szosy, a później pokonać 200-metrowy, kamienisty szlak do oceanu. Na plaży jesteśmy niemal sami, tylko kilku chłopaków krząta się wokół rozstawionych namiotów. Piasek tutaj jest prawdziwy, a skały naturalnie ograniczają plażę dodając jej uroku. 

Zbliża się zachód słońca, skały po lewej nabierają złotej barwy. Te po prawej stanowią ramę dla ruchomego obrazu, jaki tworzy słońce na powierzchni wody. Długo podziwiamy zachód słońca, do auta wracamy już po ciemku. Plaża Tiritana to idealne miejsce dla każdego, kto chciałby uciec od tłumów i w spokoju cieszyć oko widokami.

Na kolejny dzień planuję samochodową wycieczkę przez centrum wyspy do La Aldea de San Nicolas. Wieczorem natomiast pojedziemy do Las Palmas de Gran Canaria, żeby zobaczyć otwarcie karnawału.


Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website