Montana de Guajara

Przez trzy dni spędzone w górach Teno obserwowaliśmy kątem oka charakterystyczny stożek Teide. Nadszedł czas by się do niego zbliżyć. Planujemy wejść na Montana de Guajara, szczyt o wysokości 2718 m n.p.m., leżący na obrzeżu kaldery Las Canadas. Podejrzewam, że ładniejsze widoki będziemy mieli patrząc na wulkan ze stosownej wysokości i odległości, niż turyści, którzy wjadą na górę kolejką.

Podjeżdżamy autem od zachodu trasą TF-38, po drodze mijamy czarny stożek wulkanu El Chinyero (1561 m n.p.m.).  To miejsce ostatniej erupcji na Teneryfie, od 27 listopada 1909 przez 10 dni wydobywała się tu lawa tworząc 80-metrowe wzniesienie. Zmuszam nasze auto do większego wysiłku. Wjeżdżamy na wysokość 2100 m. n.p.m., na szeroki, płaski obszar – to kaldera Las Canadas – pozostałość po wielkiej eksplozji, która  160-200 tys. lat temu doprowadziła do zapadnięcia się wulkanu o wysokości ok. 4500 m n.p.m. Obecnie kaldera ma średnicę 17 km, 48 km obwodu a jej ściany wznoszą się na wysokość 600 m. Najwyższym punktem południowej jej części jest właśnie szczyt Montana de Guajara. Jedziemy płaską już szosą podziwiając po lewej stronie krater Pico Viejo, następnie wjeżdżamy na drogę TF-21 z której pięknie widać Los Azulejos – na zielono zabarwione formacje skalne. Łatwo można wypatrzeć egzemplarze Żmijowca Rubinowego (Echium wildpretii) – endemitu porastającego kalderę Las Canadas.

Parkujemy przy centrum turystycznym Canada Blanca. Pełno tam aut i ludzi, więc szybkim  krokiem zmierzamy na południe, mijamy malownicze skały Roques del Capricho i mozolnie wspinamy się zakosami na górę. Szlak nie jest trudny, mimo to turystów nie ma tu zbyt wielu.

Wejście na szczyt daje niesamowity widok na całą południową część kaldery. Z góry pięknie prezentują się strumienie lawy zastygłej na zboczu Teide, słynne skały Roques de Garcia, a także cała grań, jak pierścień wyznaczająca granicę Las Canadas.

Odpoczywamy bardzo krótko, na szczycie Montana de Guajara praktycznie nie ma się gdzie schować przed palącym słońcem. Ze szczytu idziemy na wschód, w kierunku malowniczo ukształtowanych, białych skał. Zejście jest dużo mniej wygodne niż wejście. Schodzimy po luźnych, lekkich kamykach łatwo zsuwających się w dół. Właściwie częściej ślizgamy się lub zbiegamy. Zatrzymujemy się na chwilę przy charakterystycznych, jasnych i obłych w kształcie skałach, po czym schodzimy do dna kaldery.

Dalej czeka nas już tylko długi odcinek po płaskiej, szerokiej drodze. Jedynym utrudnieniem jest tu nadal bezlitośnie piekące słońce. Pod koniec trasy obchodzimy dookoła skały Roques del  Capricho. W popołudniowym słońcu nabierają przyjemnych, ciepłych kolorów. Naszą uwagę skupiają też dwaj Francuzi, którzy właśnie tam trenują wspinaczkę.

Roques de Garcia

Po około sześciu godzinach chodzenia docieramy do auta. Nie odjeżdżamy jednak jeszcze. Postanawiamy przejść dalsze kilkaset metrów, minąć punkt widokowy Mirador Llano de Ucanca i odpocząć patrząc na skały Roques de Garcia w  świetle zachodzącego słońca.

Wraz z nastaniem zmroku temperatura błyskawicznie opada. Zmarznięci wracamy do auta. Decydujemy, że jutro spróbujemy wejść na krater Pico Viejo. Czyli planujemy kolejny dzień w upale, po skałach osuwających się spod nóg, licząc na imponujące kolory i kształty wulkanicznych pejzaży.


Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website