Pierwszą noc naszego urlopu w szwajcarskich Alpach spędzamy na kempingu Breithorn w Stechelbergu. Leży on w dolinie Lauterbrunnen, w rejonie Interlaken, w kantonie Berno. Dolina Lauterbrunnen zachwyca nas już z perspektywy kempingu. Pionowe ściany skalne i wysokie wodospady są oczywistą wizytówką tego rejonu. Będąc pod wrażeniem tego co jest tak nisko, ciekawi nas, co zobaczymy, gdy podejdziemy tysiąc metrów w górę; bliżej lodowców, szczytów i potężnych wodospadów. Chcemy zrobić pętlę poniżej szczytów Jungfrau, Mittaghorn i Breithorn, po drodze docierając do stawu Oberhornsee. Dolina Lauterbrunnen nazywana jest doliną 72 wodospadów. Na pewno widoki na trasie nas nie zawiodą.

Wycieczkę zaczynamy z parkingu w Stechelbergu. Idziemy szlakiem wzdłuż wartkiego potoku Weisse Lutschine. Woda jest w nim bardzo wzburzona i z wielkim impetem pędzi w dół. Przechodząc po mostku nad nim od razu czujemy, że potok płynie z lodowców, tak mocno powiewa chłodem. Kiedy wychodzimy ponad poziom lasu odsłania się nam zachodnia ściana doliny Lauterbrunnen z ulokowanym na niej miasteczkiem Murren. Właśnie na tej ścianie poprowadzona jest via ferrata, na którą wybierzemy się za kilka dni.

Następnie docieramy do Berghaus Trachsellauenen. Z tego miejsca można wybrać jedną z trzech tras pozwalających z różnych perspektyw obejrzeć tak liczne tutaj wodospady. My wybieramy tę najdłuższą, okrężną, czyli idziemy w kierunku schroniska Schmadrihütte.

Powyżej linii lasu pokonujemy chyba najbardziej wyczerpujący fragment szlaku – na dystansie 600 m wznosimy się o 200 m w górę. Od polany Schwand jest i łagodniej i ładniej. Widzimy liczne potoki spływające wodospadami z przeciwległej ściany doliny. O tej godzinie słońce oświetla już także wschodnią ścianę doliny. Z naszej perspektywy tworzy się ze skał ładna brama między górskimi halami a dnem doliny.

Idziemy wzdłuż skalnych ścian należących do takich szczytów jak: Silberhorn (3695 m n.p.m.), Jungfrau (4158 m n.p.m.), Gletcherhorn (3983 m n.p.m.), Ebnefluh (3962 m n.p.m.), Mittaghorn (3892 m n.p.m.) i Grosshorn (3754 m n.p.m.). Między szczytami zsuwają się jęzory lodowców, z tych płyną ku nam mroźne potoki. Czasem przechodzimy po mostkach, częściej musimy skakać po kamieniach, by się nie zamoczyć.

Od dłuższego czasu zerkamy z podziwem na wodospad do którego się zbliżamy. To Schmadribach Falls – malowniczy układ dwóch wodospadów. Panuje tu niemały hałas, ale z przyjemnością odpoczywamy tutaj patrząc na krainę wodospadów. Jedne są tuż obok, inne wypływają spod lodowców, jeszcze inne widzimy w oddali, po drugiej stronie doliny.

Następnie kierujemy się na Grosshorn, lodowiec spływający po jego zboczu jest tylko kilkaset metrów od nas. Wchodzimy na wysokość ponad 2100 m n.p.m. i docieramy do szlaku prowadzącego do Schmadrihütte. To samoobsługowe schronisko, będące bazą wypadową na takie szczyty jak: Breithorn (3780 m n.p.m.), Grosshorn (3754 m n.p.m.), Tschingelhorn (3562 m n.p.m.) lub Mittaghorn (3892 m n.p.m.). Do schroniska się nie wybieramy, robimy tylko odpoczynek z podziwianiem lodowca, po czym kierujemy się na Oberhornsee.

Dość szybko psuje się pogoda, wierzchołek Breithornu już jest zachmurzony. Tschingelgrat – stroma grań, ku której zmierzamy, otoczona jest bardzo gęstymi, czarnymi chmurami. Zanosi się na burzę. Nasz szlak przekracza potok Schmadribach, most na nim to całkiem ładny punkt widokowy.

Po przekroczeniu moreny dochodzimy do Chrummbach, to potok mniejszy, niż poprzedni, ale chyba nawet bardziej malowniczy. Stąd w kilkanaście minut dochodzimy do stawu. Ma on piękną, szmaragdową toń, ponad nim wznoszą się wysokie szczyty i spływają lodowce. Zanim jednak dobrze skomponuję ujęcie już czuję pierwsze krople deszczu.

Zrywa się wiatr, niebo zaczyna grzmieć, czym prędzej ubieramy się w kurtki przeciwdeszczowe. Po minucie deszcz leje już w najlepsze. Nie ma się gdzie schować, cierpliwie schodzimy więc po śliskich skałach co chwilę wchodząc w kałuże. Mamy w tej sytuacji niesamowite widoki na grań, obok której idziemy. Stroma ściana skalna wznosząca się tysiąc metrów ponad nami (Ellstabhorn – 2883 m n.p.m.) wzbogaciła się o siedem nowych wodospadów. Ta naturalna kolumnada spływająca niemal wprost z chmur tworzy niesamowity obraz. Ponieważ ciągle pada, nie wyciągam aparatu, widok pozostał w pamięci.

Podczas schodzenia zachwyca nas potok Tschingel-Lutschine. Spływa wąskim i krętym skalnym korytem, z licznymi kaskadami. Piękny.  Schodzimy w deszczu mijając schroniska Obersteinberg i Tschingelhorn. Po około godzinie deszcz przestaje padać. Powoli rozsuwają się chmury, pomiędzy nimi dostrzegamy kolejne wodospady.

Do auta dochodzimy około ósmej wieczorem. Jestem bardzo dumny z dzieci. Przeszły 17 kilometrów, wspięły się 1200 m w górę i dzielnie zniosły niedogodności trasy. Szlak pokazał nam liczne piękne widoki, część niestety ukrył przed nami za chmurami. Wiele ładnych miejsc czeka też na turystów na trasach leżących niżej. Do wielu wodospadów można podejść całkiem blisko. Jestem przekonany, że atrakcji jest w tym rejonie na jeszcze jeden dzień chodzenia. Nie przypadkiem Lauterbrunnental nazywa się doliną 72 wodospadów.

Na następny dzień planujemy wycieczkę pod słynną, północną ścianę Eigeru.

 


Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website