Punta del Hidalgo

Ten wyjazd na Teneryfę ma stanowczo familijny charakter. Nie potrafię jednak zupełnie zrezygnować z chodzenia szlakami trochę ciekawszymi, bardziej eksponowanymi i stanowczo nieodpowiednimi dla dzieci. Dziś oddzielam się od rodziny i nie będę oglądał atrakcji Loro Parku. Zamiast tego jadę do Punta del Hidalgo, by przejść się wzdłuż wąwozu Barranco Seco i pokonać bardzo widokowy odcinek Canales de Bejia.

Zostawiam rodzinę przed bramą ogrodu zoologicznego w Puerto de la Cruz i jadę wzdłuż oceanu na północny wschód. Punta del Hidalgo leży na samym końcu drogi TF-13. Z trzech stron otacza je ocean, od południa natomiast schodzą ku miastu cztery grzbiety gór Anaga. Na Google Maps wygląda to tak:

Parkuję przy rondzie, na końcu głównej ulicy i idę obejrzeć wybrzeże. Pięknie i groźnie prezentują się góry Anaga z tej perspektywy. Ich szczyty są ostro zakończone, a zbocza stromo opadają do oceanu. W Punta del Hidalgo sporo jest plantacji bananowców, nieco szpecą okolicę. Nic nie jest jednak w stanie zasłonić potężnej góry z dwoma wierzchołkami – Roque dos Hermanos. 

Ruszam przez miasto na południe, w kierunku początku mojego szlaku. Droga jest stroma, żałuję, że zaparkowałem auto na dole, można zostawić je w zatoczce uliczki ponad miastem. Po obu stronach ścieżki zielenią się bujne okazy tutejszej flory. Warto trzymać się od nich na dystans. Większość z nich ma kolce głęboko wbijające się w skórę. Z góry roztacza się ładna panorama Punta del Hidalgo. Najbardziej wyróżnia się latarnia morska, wyglądająca jak nowoczesny drapacz chmur.

Canales de Bejia

Od samego rana pogoda nie zapowiadała się dobrze. Gęste chmury straszyły opadami i ograniczeniem widoczności. Groźby właśnie się spełniają, zaczyna kropić. Nieracjonalny optymizm każe to zignorować, idę dalej. Po drodze mijam liczne kozy, strasznie hałasują swoimi dzwonkami. Dochodzę do miejsca, z którego bardzo ładnie widać wąwóz Barranco Seco. Woda płynie niezliczonymi zakrętami między zboczami gór. 

Dość jednak patrzenia za plecy, w kierunku oceanu. To co najciekawsze jest przede mną. Canales de Bejia to odcinek szlaku wiodący do wiosek El Peladero i Bejia, poprowadzony wzdłuż kanałów transportujących wodę deszczową z gór. Idę środkiem wymurowanego kanału, zazwyczaj nie ma dość miejsca, by iść obok niego. Po lewej stronie mam atrakcyjną przepaść wąwozu Barranco Seco. Po prawej stronie pionową ścianę skalną. Czasami kanał poprowadzony jest tunelem wykutym w skale, czasem ściana tak bardzo pochyla się nad kanałem, że muszę przytulać się do skały, by utrzymać swój środek ciężkości w osi kanału. Bardzo podoba mi się ten fragment szlaku, jest niebanalny, emocjonujący. Tylko padający deszcz trochę psuje nastrój. Jest nieco bardziej ślisko i nie mam ochoty za często wyjmować aparatu.

Kanał wije się zakrętami wzdłuż zbocza góry, co chwilę odsłaniając nowy fragment wąwozu. Mam wrażenie, że widzę wodospad na pionowej  ścianie naprzeciwko. Nie jest to jednak naturalny wodospad. Zniszczony spadającym głazem kanał jest po prostu dziurawy, cała woda nim płynąca malowniczo ścieka po skale. Niestety po minięciu miejsca awarii trzeba iść pod prąd wartko płynącego strumienia.

Dochodzę do niskiego tunelu prowadzącego na drugą stronę skały. Zostawiam za sobą wąwóz Barranco Seco i wchodzę do środka. Nie jestem wysoki, ale muszę się mocno nagimnastykować, by nie rozbić głowy o nierówny strop. Po wyjściu na drugą stronę widzę ładny wodospad i zabudowania El Peladero. Niestety pada coraz mocniej i kotary chmur całkowicie zasłaniają przeciwległe wzgórza. Decyduję się zawracać. Idę we mgle oficjalnym szlakiem, robię więc pętlę omijając Canales de Bejia.

Idąc trasą wzdłuż Canales de Bejia cały czas mam zamocowaną na piersi włączoną kamerę. W tym wypadku wiem, że obraz powie więcej niż tysiąc słów. Zachęcam do obejrzenia filmu z przejścia Canales de Bejia.

Barranco del Tomadero

Po około trzech godzinach wędrówki wracam do zostawionego w Punta del Hidalgo auta. Na szlaku nie spotkałem ani jednego człowieka. Przestaje padać, powoli podnoszą się chmury. Mam wrażenie, że dzieciaki nadal się doskonale bawią w Loro Parku. Szkoda wyjeżdżać, myślę sobie. Decyduję się wejść jeszcze na szlak prowadzący do wsi Chinamada, podobno bardzo widokowy.

Na początku droga prowadzi w dół, aż do poziomu morza. Trzeba przekroczyć rzekę, która płynąc przez Barranco del Tomadero tu właśnie dociera do oceanu. Mostu nie ma, wygodnego brodu też nie. Widzę, że jedna osoba bierze buty w rękę i brodzi po kolana w wodzie. Ja wolę poskakać między kamieniami wystającymi tu i ówdzie z wody. Udaje się bezpiecznie dotrzeć na drugą stronę. Idę w górę około 20 minut. Niestety nie zdołam przejść na drugą stronę grani, by z wysoka obejrzeć ocean i klify gór Anaga. Zbliża się czas zamykania Loro Parku i muszę wrócić po rodzinę.

Mam duży niedosyt po dzisiejszym spacerze. Góry Anaga pokazały, że potrafią być wyniosłe, niedostępne, przepaściste… Po prostu bardzo spektakularne. Pokonanie takiego szlaku daje sporo frajdy i satysfakcji. Cóż z tego, skoro znowu chmury i opady odbierają przyjemność wędrówki. Pogoda na wschodnim krańcu Teneryfy zaskakuje nas negatywnie. Uznajemy, że już czas sprawdzić co nas czeka w samym środku wyspy. Kolejnego dnia ruszymy na wulkan Teide.


Podobne wpisy:

3 thoughts on “Teneryfa: Punta del Hidalgo czyli kanałami przez góry Anaga

  1. Super! Tereny jak dla mnie. Mnie pogoda nie zniechęca (zazwyczaj). Choć faktycznie przy słońcu wędruje się fajniej, bo widoki lepsze i w ogóle. Miesiącami można z takich gór nie wychodzic. Sa tam jakieś schroniska?

    • Witaj! Wybacz, że dopiero teraz odpisuję, ale gdy pytałeś o schroniska, krążyłem po Alpach Berneńskich nie mając zasięgu. Z tego co wiem, w górach Anaga za schronisko można uznać ten hostel:
      Montes de Anaga Hostel
      Alternatywnie można korzystać ze skromnych pól biwakowych.
      Pozdrawiam
      Piotr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website