Mój trekking przez Himalaje powoli dobiega końca. Siedzę w Apa Sherpa Lodge w Thame i analizuję mapę rejonu Khumbu. Przedwczoraj pokonałem ostatnią z trzech wysokich przełęczy – Renjo La i jestem na prostej drodze do Namche Bazar. Żal byłoby tak po prostu kolejny dzień schodzić w kierunku cywilizacji. Postanawiam więc zdobyć ostatni pięciotysięcznik podczas tego trekkingu. Wejdę na Sunder Peak o wysokości 5300 m n.p.m.

Szczyt ten polecał mi Bartosz Malinowski, opisując go jako gwarantujący piękną panoramę, choć wymagający dobrej kondycji. Prognoza pogody na kolejny dzień jest bardzo dobra i też zachęca do próby zdobycia kolejnego wierzchołka. Do pokonania mam około 1500 m wysokości, startować będę z Thame, leżącego zaledwie na 3790 m n.p.m. Wiem, że muszę mieć 1-2 dni rezerwowe, aby zdążyć wydostać się z Lukli nawet mimo złej pogody. Nie mogę całego dnia poświęcić na Sunder Peak, po zejściu powinienem iść, ile zdołam w kierunku Lukli. Droga przede mną długa, a czasu niewiele. Pobudkę planuję na północ.

Nocna wspinaczka

Kiedy opuszczam Apa Sherpa Lodge panuje wokół zupełna ciemność i cisza. Najpierw wchodzę na wzgórze z buddyjskim klasztorem (3950 m n.p.m.) Tylko moja czołówka rozświetla mrok. Nikt inny nie wpadł tej nocy na podobnie szalony pomysł. Idąc w kompletnej ciemności skupiam się tylko na wypatrywaniu pełnej zakrętów ścieżki.

Około wysokości 4650 m n.p.m pod stopami mam już tylko skałę. Od tego momentu muszę polegać na swojej intuicji i ustawionych gdzieniegdzie kamiennych kopczykach. Po czwartej nad ranem robi się już nieco szarawo, daje się  rozróżnić kontury skał. Słońce wznosi się coraz wyżej i choć samo nie pojawiło się jeszcze nad szczytami to już zalewa światłem najwyższe pasma. Pierwszym wierzchołkiem oświetlonym porannym słońcem jest Cho Oyu (8201 m n.p.m.). Obserwując zarysy Sunder Peak próbuję wyobrazić sobie trasę wspinaczki na szczyt. Decyduję, by poczekać na lepszą widoczność i posilić się zabranymi z lodgy plackami chapati.

Wschód słońca

Około 5:40 słońce wynurza się ponad szczytami gór na wschodzie. Zalewa mnie światło i ogarnia ciepło, od razu jest przyjemniej. Do tego widoki nabierają kontrastu i plastyczności. Wspaniale wygląda morze kotłujących się setki metrów niżej chmur.

W świetle słońca mogę w końcu zobaczyć szczyt, na który się wybieram. Od południowego wschodu nie widzę zbyt wiele śniegu. Przede mną stoi szeroka skalna piramida. Kojarzy mi się z Kościelcem, choć oczywiście Sunder Peak jest o wiele potężniejszy. Po lewej stronie ciągnie się grań sześciotysięczników. Kongde Ri (6187 m n.p.m.) i Thyangmoche (6543 m n.p.m.) wyglądają jak Granaty na Orlej Perci. Wejście na szczyt to będzie skalna wspinaczka po dużych kamiennych blokach.

Patrząc w kierunku szczytu nie widzę żadnej konkretnej ścieżki, żadnego oznakowania szlaku. Wspinając się po prostu staram się trzymać głównej grani. Właściwie czuję, że to góra mnie zaprasza i prowadzi. Wspinaczka dostarcza mi ogromnej przyjemności. Skała nie jest krucha, głazy są dość duże, idzie się bardzo dobrze. Niektóre bloki skalne są chwiejne i czasami zaskakuje mnie głaz uciekający spod stóp. Wymyślanie trasy wymaga trochę kombinowania, w paru miejscach muszę się wycofać i znaleźć lepszą drogę. Czuję się jak na tatrzańskiej wyciecze. Tylko widoki są iście himalajskie. Muszę przyznać, że to najprzyjemniejszy szczyt jaki zdobywam w Himalajach.

Sunder Peak: widok z 5300 m

Niesiony emocjami wspinaczki i cudownymi widokami dookoła, na szczyt Sunder Peak docieram przed ósmą rano. Panorama z wysokości 5300 m n.p.m jest zachwycająca. W końcu Mount Everest (8848 m n.p.m.) prezentuje się odpowiednio godnie. Dopiero z tego dystansu należycie dominuje nad okolicznymi szczytami i nie pozostawia wątpliwości, który wierzchołek jest najwyższy na Ziemi. Na prawo od niego stoi po sąsiedzku Lhotse (8516 m n.p.m.). Przed obydwoma ciągnie się grań siedmiotysięcznika Nuptse (7861 m n.p.m.) Jeszcze nieco bliżej wyróżniają się sześciotysięczniki Cholatse (6440 m n.p.m.) i Taboche (6542 m n.p.m.). U ich podnóży wędrowałem, gdy szedłem ku przełęczy Cho La Pas. Lhotse podziwiałem z bliska stojąc na Island Peak, a widok Nuptse towarzyszył mi podczas drogi do Everest Base Camp. Z dystansu 37 kilometrów od Lhotse widzę te szczyty jak na dłoni.

Na wschodzie wznoszą się następne himalajskie sławy: Makalu (8481 m n.p.m.) i Ama Dablam (6856 m n.p.m.) Jeszcze dalej na prawo wyróżniają się już bliższe i optycznie większe Kangtega (6782 m n.p.m.) i Thamserku (6623 m n.p.m.). Tym ostatnim najczęściej przyglądałem się w pierwszych dniach trekkingu.

Na lewo od Mount Everest wypatruję wierzchołek Pumori (7161 m n.p.m.), to przed nim stanąłem, gdy wszedłem na Kala Patthar. Na północy pięknie prezentuje się ośnieżona grań z kolejnym ośmiotysięcznikiem – Cho Oyu (8201 m n.p.m.). Ten szczyt podziwiałem po wejściu na Gokyo Ri. Doskonale widoczna jest niemal cała dolina Bhote Koshi, dostrzegam moje ostatnie odcinki szlaku od przełęczy Renjo La do Thame.

Trzy kilometry na zachód od Sunder Peak stoi ogromna, ośnieżona piramida. To Tengi Ragi Tau – szczyt o wysokości 6943 m n.p.m. Od położonego na południe wierzchołka Parchermuche (6272 m n.p.m.) oddziela go przełęcz Tashi Labsta La. Tutaj kończy się dolina Khumbu, a zaczyna sąsiednia – dolina Rolwaling.

Od południa linię horyzontu rysuje jedna szeroka i wysoka ściana skalna. Budują ją kolejno Kongde Ri (6187 m n.p.m.), Thyangmoche (6543 m n.p.m.) i Bigphera-Go (6730 m n.p.m.). Grań ta wznosi się 2000 metrów ponad dnem doliny i naprawdę przytłacza ogromem swoich stromych ścian.

Sunder Peak

Stojąc na wierzchołku Sunder Peak widzę jednocześnie niemal wszystkie szczyty, u stóp których wędrowałem podczas ostatnich dwóch tygodni. Oglądanie ich razem to wielka satysfakcja.

Sunder Peak

Kompletna panorama 360° wraz z opisem szczytów

Obracam się w każdą stronę i mam jedną myśl: chwilo, trwaj, jesteś piękna. Z wielkim żalem, po blisko godzinie spędzonej na wierzchołku Sunder Peak zmuszam się w końcu do zejścia ze szczytu. Ponaglają mnie zresztą niepokojąco szybko gęstniejące obłoki poniżej szczytu. Wkrótce wchodzę wprost w chmury.

Schodzę pospiesznie, by ten najtrudniejszy fragment grani pokonać jeszcze zanim gęste chmury skrajnie utrudnią mi orientację w terenie. Miejscami wybieram trochę inną trasę, niż droga wejścia, ale w sumie sprawnie schodzę ze skalnego wierzchołka. Zmęczenie dopada mnie za to gdy niekończącymi się zygzakami zbliżam się do klasztoru. Daję kolanom nieco odpocząć i podziwiam otoczenie Thame Monastery.

Everest 135M Extreme Trail

Opuszczam buddyjski klasztor i około południa docieram do lodgy, z której zaczynałem wycieczkę. Za ostatnie rupie zamawiam pieczone ziemniaki z warzywami. Ruch w Apa Sherpa Lodge jest spory, w środku uwija się zespół ratowników medycznych. Przy okazji zauważam banery biegu ultra przez Himalaje. Jest to Everest 135M Extreme Trail. Śmiałkowie, którzy się do niego zgłosili mają do pokonania trasę trzech wysokich przełęczy. Zaczynają bieg w Jiri, biegną od zachodu na wschód i kończą trasę w Lukli. Później, już w Polsce, sprawdzam wynik. Zwycięzca potrzebował na ten dystans zaledwie 87 i pół godziny. 217 km przez Himalaje w mniej niż 4 doby… Ciekawe, ile w tak forsownym biegu frajdy, a ile cierpienia… Muszę się  w przyszłości biegom ultra przyjrzeć uważniej. Na szybko rzucam okiem na koszt wzięcia udziału w takim biegu: 5500 $…

Bhote Koshi

Jako, że objuczony jestem raczej jak nepalski tragarz niż biegacz ultra, spokojnym tempem ruszam w kierunku Namche Bazar. Najładniejszym miejscem na tym odcinku okazuje się rejon mostu przez Bhote Koshi. Rzeka wydrążyła tutaj w skale kręte koryto, którym malowniczo i z łoskotem woda pędzi w dół.

Podziwiam tu tragarza, który idąc przez ten most z wysiłkiem lawiruje między skałami swoim bagażem. Nepalczyka prawie nie widać spod niesionych osmiu długich i grubych drewnianych belek. Nie mam odwagi zgadywać, ile w sumie ważą.

Zaraz za mostem uwagę zwracają piękne naskalne malowidła.

Mijam kolejne wsie: Samde, Thamo, Samshing. Coraz bardziej czuję zmęczenie dzisiejszym dniem. Aby jednak potwierdzić odlot z Lukli chcę dotrzeć tam jutro w miarę wcześnie. Kiedy dochodzę do Namche Bazar zaczynam od wizyty w bankomacie. Mój zapas gotówki skończył się w Thame definitywnie. Kart płatniczych nikt na szlaku nie akceptuje. Podczas całej trasy od Thame do Namche Bazar nie mogłem nigdzie kupić wody czy jedzenia. W końcu wypłacam rupie i robię niezbędne spożywcze zakupy. Opuszczam Namche Bazar i schodzę w kierunku Lukli.

Trekking czas kończyć

Cieszę się, że na koniec trekkingu pogoda sprawiła mi taki miły prezent i mogłem bez przeszkód podziwiać Himalaje w całej okazałości. Muszę przyznać, że jako punkt widokowy Sunder Peak sprawdził się świetnie. Dał mi szeroki ogląd na dolinę Khumbu i to z przeciwnego jej skraju niż Island Peak. Oba te szczyty pozwalają zobaczyć słynne ośmiotysięczniki: Lhotse, Makalu i Cho Oyu, ale tylko Sunder Peak umożliwił dokładnie przyjrzeć się szczytowi Mount Everest. Island Peak stoi pomiędzy Lhotse i Ama Dablam pozwalając z bliska podziwiać ich potężne bryły. Sunder Peak natomiast usytuowany jest tak daleko, że mogę wyraźnie zobaczyć kolejne, coraz wyższe górskie pasma, ich rozgałęzienia i rozlokowanie wierzchołków w całej dolinie Khumbu. To panoramy o bardzo odmiennej charakterystyce, ale obie wspominać będę bardzo ciepło.

Chyba jednak dzisiejsze wejście na Sunder Peak wyczerpało resztki moich sił. Zaczynam odczuwać silny ból w lewej nodze i poruszam się coraz wolniej. Ostatecznie od zejścia do Thame pokonuję dystans 17 km i kończę marszrutę w Jorsalle. Jestem zmęczony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i uznaję, że to najlepszy sygnał do zakończenia trekkingu. Tym bardziej cieszę się z udanego wejścia na Sunder Peak. Jutro przyjdzie mi pożegnać Himalaje…

Jeszcze odrobinka danych statystycznych

Długość trasy 23,3 km
Wysokość punktu startu 3790 m n.p.m.
Wysokość punktu końcowego 2800 m n.p.m.
Różnica wysokości maksymalnej i punktu startu  1510 m
Wysokość maksymalna 5300 m n.p.m.
Wysokość minimalna 2800 m n.p.m.
Całkowite wzniesienie terenu 3085 m
Całkowity spadek terenu 4063 m
Subiektywna trudność szlaku w skali 1-10 6
Subiektywna atrakcyjność szlaku w skali 1-10 9

Podobne wpisy:

To już koniec wpisu! Podobał Ci się? Polub nas! Poleć znajomym! Skomentuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website